poniedziałek, 12 maja 2014

Historia Marianny

Marianna? A kto to Marianna?
Naprawdę nie znacie Marianny?
Marianna to rudowłosa dziewczynka, piękna, choc ruda, zawsze uśmiechnięta, pewna siebie, przyjacielska i tak zabawna, że kiedyś na lekcji nawet pani Szulc się śmiała (a pani Szulc to prawdziwa matematyczka, która jest baaaardzo surowa).. Marianka jest... no... nie wiem jak to powiedziec... niepełnosprawna. Tak, to powinno byc właściwe słowo. Od małego Marianka była skazana na wózek. 
-Mamo! Niedługo wakacje, gdzie pojedziemy?- Pyta z desperowaniem Michał, starszy brat Marianny.
-Kochanie, wiesz że Marianna...- Zaczęła troskliwa mama.
-Marianna i Marianna! W kółko ona! Pomyślicie w ogóle kiedyś o mnie? Przez moją głupią siostrę musze gnic w domu i nawet na wakacje nie mogę pojechac!- Wybuchnął nastolatek.
-Michał! Masz natychmiast przestac! Marianna to twoja siostra! Nie rozumiesz?! Powinieneś uszanowac to, że jest niepełnosprawna i do większości rzeczy jej nie stac.-Tłumaczy rodzic podniesionym głosem.
-Większości?! Jej nie stac na nic! Ona nawet się nie stara! A przecież w telewizji, są tacy ludzie skazani na wózek, co biegają i rzucają dyskiem i robią wszystko!- Krzyczy Michał. 
Tak się uwziął, że po chwili był cały czerwony. Oparł rękę o stół, uspokoił się i westchnął. Nic nie mógł zrobic.
Mama nawet nie zauważyła, że przez cały ten czas, jak się kłóciła z synem w drzwiach siedziała na wózku Marianna. Ale już nie wytrzymała i popłakała się.
-Marianko?! Marianko! Nie odjeżdżaj, poczekaj!- Woła mama.
Marianna jednak nie słuchała. Wysłuchała już dośc dużo na swój temat. I od niej i od swojego jedynego brata. Pojechała na "ślizgawce" (takim czymś co w miejscach publicznych stoi koło schodów, żeby wózek mógł wjechac) na górę zamknęła się w pokoju, wyciągnęła Gabrusia, pluszowego króliczka i swoimi łzami zamoczyła poduszkę. 
Od razu można było usłyszec kroki mamy. 
-Nie bierz tego na poważnie.-Tłumaczyła się mama już stojąca w drzwiach.
-Jak to uznac za żarty? Wystarczająco dużo już się dziś o mnie nasłuchałam.
-Nie usłyszałaś jednak najważniejszego.-Uśmiecha się rodzic.
-Czego?-Wychyla się z poduszki zapłakana dziewczynka która od razu przestaje płakac i wsłuchała się w mamę.
-Już jutro pojawi się osoba, która odmieni twoje życie. Pomoże ci i zaangażuje cię do sportu.
-Sportu? Rozumiem, że poprzez oglądanie lekkoatletów na wózkach uznajesz mnie za kompletne NIC, tak?-Znowu wydala z siebie łzy Marianna.
-Ależ nie! Nie mogę ci nic powiedziec. A teraz prześpij się i umyj twarz zimną wodą. Jest cała czerwona.
Marianna posłuchała mamy. Pojechała do łazienki, mocno wyciągnęła niepełnosprawną rękę i cudem odkręciła kranik z którego zaraz poleciała zimna woda. Marianny urazem nie była tylko ręka. Od urodzenia ma zanik mięśni, to jedna z rzadkich chorób, która niszczy ci twoje marzenia. Nie można nawet ruszyc palcami, bo to tego potrzeba jednego, malutkiego mięśnia, który by nam to umożliwił. Dlatego, opartą o blat rękę trzymała zawisłą w kranie. Mama umyła jej twarz i poszły, a raczej jedna z nich pojechała, na obiad. Przy stole już czekał na nich tata, z fajką w ustach i gazetą zasłaniającą go. Tylko nos wychylał się zza papierów. 
Mama puściła do taty oczko. Michał jednak siedział nad zupą zdenerwowany. Mieszał w niej i wydobywał na talerz szparagi, których nie cierpiał, ale Marianna je wręcz uwielbiała.
Była 18:00. Michał cały ten czas patrzył na siostrę z wielką pogardą. Nagle zadzwonił telefon.
-Ciocia Pela?- Odbiera radośnie mama.
Kobiety rozmawiały z sobą jak najęte. Mama gadała o pracy, ciocia o jej podróżach do Norwegii. Marianna zabrała zchmurzonego brata do pokoju. Ten usiadł zły na jej łóżko.
-Michał, nie wygłupiaj się! Wiesz co mama dziś powiedziała? Że jutro przyjedzie ktoś, kto zmieni moje życie!- Mówi uradowana.
-TWOJE życie już się stanowczo za dużo zmieniło. A razem z nim moje, tyle że na gorsze.-Zamamrotał.
-A moje to co?! Na lepsze?- Mówi zdesperowana po chwili.-No dobrze, ale jak już mówiłam, jutro przyjedzie ktoś, kto odmieni mój, a może nasz los.-Kontynuuje.
-Ciocia Pela ze zdjęciami z Norwegii?-Zaśmiał się szyderczo Michał.
-przestań wreszcie! Nic nie wiadomo!- Wybucha nagle i wyprasza brata z pokoju.-Nie chcesz gadac poważnie, to pa!-Mówi ze złością.
Następnego dnia Mariankę obudziły słoneczne promienie słońca. Przetarła mokre policzki. Zaraz, mokre? Dlaczego mokre? Z obrzydzeniem wytarła maź o kołdrę i zdziwiona zakręciła oczami. Z trudem przerzuciła się na drugi bok łóżka i zobaczyła kłak. Duży, czarny, wielki, puszysty kłak. Kłak kurzu? Niemożliwe. Dziewczynka podniosła go, ale zamiast zwykłej kupki kurzu podniosła małego, pięknego czarnego pieska, który najwyraźniej oblizał jej twarz w nocy. Dziewczynka uradowana chciała po niego sięgnąc, ale utrata mięśni na nic jej nie pomagała.
-Mamo! Mamo! W moim pokoju jest jakiś piesek!-Woła Marianna.
-Odmieni twoje życie. Choc Afi!-Zawołała mama i piesek energicznym ruchem zszedł z łóżka i podbiegł do nogi zauroczonego rodzica.
Dziewczynka, z pomocą mamy, szybko ubrała się, uczesała i wyszła na dwór.
Przywiązała pieska do wózka, a ten... Zaczął szybko biec.
-Jej! On udźwiga taki wózek?! AAA, jak szybko!- Woła radosna od ucha do ucha.
Michał przeciągnął się, w biegu założył T-shirta i wybiegł na podwórko. Jego oczom ukazała się jego "głupia siostra Marianna" przywiązana do pieska, który radośnie poszczekując ciągnął ów zaprzęg.
Marianka zatrzymała pieska. Chciała po niego sięgnąc, pochylic się. Udało się jej to.
-Mama miała rację! Ten zwierzak odmienił moje życie!
Ale jak to się stało? Dzięki jednemu, radośnemu szczeknięciu człowiek potrafi zrobic wiele dla swojego puszystego przyjaciela...

/Misia Pysia